poniedziałek, 18 marca 2019

Rozdział 25 - Gdy dzieją się cuda

To co się dzieje, jest niewiarygodne. Nie mogłam się powstrzymać i przed chwilą stanęłam na wagę. Czułam, że znowu poleciało w dół i oto jest: 59,6 kg (-1,7). W ciągu dnia schudłam tyle, co przez cały ubiegły tydzień. Pomyślałam, że o tym napiszę bo będę mieć motywację, żeby w niedzielę wciąż była piątka z przodu. Mam wrażenie, że poruszam się kilka centymetrów nad ziemią. Wreszcie mieszczę się we wszystkie ubrania. Rano nie muszę już przebierać ciuchów w poszukiwaniu tych wystarczająco luźnych - wkładam cokolwiek i jest okey. Nie wiem skąd biorę siły... W pracy jestem trochę śnięta, ale gdy wracam do domu czekam na trening, a gdy już ćwiczę, nie mogę się zmęczyć... Robię wszystkie ćwiczenia z pełną parą, ale mam wrażenie jakbym leciała na autopilocie, jakbym na czas treningu była podłączona do prądu. Ćwiczę godzinę i nawet nie mam zadyszki. Zdumiewające.. Mój wielki brzuch zniknął, teraz jest płaski! Czuję, że żyję i bardzo mi dobrze. A tak poza wszystkim, przeczytałam wczoraj moje posty od samego początku. Gdy zaczynałam miesiąc temu, piałam o tym, że chcę jeść 1000 - 1200 kalorii, że na razie skupię się na zdrowej diecie, a później może pomyślę o ćwiczeniach. Dziś robię pół-głodówki i godzinne, rzetelne treningi... Wiem, że to mało racjonalne. Zastanawiam się ile taki stan może potrwać.. Ale wiecie co? Mam wrażenie, właściwie to wierzę, że teraz mi się uda. Nie biorę i nie chcę brać innej opcji pod uwagę. 

Bilans: 
15.30 sałatka grecka (100)
Suma: 100 kalorii

niedziela, 17 marca 2019

Rozdział 24 - Pierwsze zadowalające efekty

Cieszę się jak głupia. Mam kapitalny nastrój. Wszystko dzięki mojej wyroczni. Waga pokazała dziś 61,3 (-1,8). Obwody też poszły w dół. Wreszcie coś, co w miarę zadowala. Nadal jest mnie o dużo za dużo, ale to moja "norma". Taką wagę utrzymywałam od gimnazjum. Zawsze gdy udało mi się schudnąć, po jakimś czasie wracałam do 61 kg. Żeby zejść do tej wątpliwej normy, od przeklętych 65,3 kilogramów potrzebowałam równo miesiąca. Nigdy więcej. Nigdy więcej nie chcę przez to przechodzić. Nigdy. Wprawdzie idzie mi całkiem sprawnie, jednak nie będę czarować - to duży wysiłek. Tak naprawdę powinnam powiedzieć, że dopiero teraz zaczynam odchudzanie, bo jestem w punkcie wyjścia, w mojej naturalnej wadze.
Właśnie sobie uświadomiłam, że odkąd założyłam bloga nie zawaliłam ani jednego dnia. Ani jednego dnia powyżej 1000 kalorii. Żadnych słodyczy. Żadnego napadu. Od miesiąca. Jestem z siebie dumna. Jestem zmotywowana. A kiedy chce mi się jeść i czuję głód, cieszę się.. Powtarzam wtedy w myślach jak mantrę - właśnie chudnę. Chyba pomaga.

Bilans 16.03.19
15.00 4 pierogi z kapustą (250)
Suma: 250 kalorii

Bilans 17.03.19
12.00 sałatka grecka (250)
18.00 kawa z mlekiem (50)
Suma: 300 kalorii

piątek, 15 marca 2019

Rozdział 23 - Faza cyborga

Kochane, jutro na 90% nic nie napiszę bo będę mieć gości na noc (przyjeżdża mój "ideał"). Dziś po pracy sprzątałam do wieczora, później zrobiłam godzinny trening, teraz pod prysznic i do wyrka. Jest dobrze. Bardzo dobrze. Wkroczyłam w fazę cyborga. Nie jem, nie piję a ćwiczę i żyję. Chcę tak już zawsze. Życzę wam maleństwa cudownego weekendu a sobie nie zwariowania :*

Bilans:
15.30 kilka łyżek guacamole i pasty jajecznej  (200?)
Suma: około 200 kalorii

czwartek, 14 marca 2019

Rozdział 22 - Jest cudnie

Wczoraj miałam spontaniczny wyjazd na koncert. Było obłędnie. Dawno się tak nie odpaliłam. Właśnie tego mi trzeba było. Wróciła pewność siebie i chęć do życia. Zrobiłam się na bóstwo, nie prowadziłam - więc mogłam trochę wypić, wyszalałam się pod sceną... Naprawdę bardzo przyjemny wypad, pod wieloma względami. ;) Oczywiście o ćwiczeniach nie było mowy, ale to co wytańczyłam chyba przekracza liczbę kalorii spalonych podczas standardowych ćwiczeń. :) Co do diety, wskoczyłam w świetny tryb, jem praktycznie raz dziennie i bardzo mi to odpowiada. Dziś niestety treningu nie będzie bo za chwilę wychodzę i wrócę późno. Ale na pewno odbiję to w piątek! 

Bilans 13.03.19
16.00 ryż brązowy z pieczarkami (200)
po 21.00 piwo (250) whisky (100)
Suma: 550 kalorii

Bilans 14.03.19
15.30 ryż brązowy z pieczarkami, marchewka z groszkiem, sałata (350)
Suma: 350 kalorii

wtorek, 12 marca 2019

Rozdział 21 - Wiosenny szał smukłych ciał

Wiosna to niezwykły okres. Zwiastun sezonu bikini przyprawia panie o zawrót głowy. Każda ma coś, co chciałaby poprawić, tylko czasu tak mało... zabawne. W pracy dziewczyny zaczynają grupowo biegać. Buły poszły w odstawkę, teraz każda przychodzi z pojemnikiem, w zależności od chwilowego trendu w środku kasza lub sałatka. Jedna z koleżanek zapisała się na siłownię. Po pierwszym razie przyszła podjarana opowiadając jak diametralnie zmieni się jej życie. W końcu ma teraz trenera personalnego... zapału i finansów starczyło na dwie wizyty. Nie mogę już słuchać o dietetycznych przepisach przekazywanych między jednym kęsem ciasta a drugim. Po co robić wokół odchudzania taką szopkę? Jestem zdania, że dążyć do celu należy w ciszy, niech szum robią efekty ;)

Bilans:
13.00 jabłko (70)
15.30 zupa jarzynowa z soczewicą (200) sałatka grecka (150) brokuł (30)
Suma: 450 kalorii

poniedziałek, 11 marca 2019

Rozdział 20 - W nawykach siła

Znowu wpadłam w dobry tryb ćwiczeń. Tak bardzo się cieszę bo widzę jak podskoczyła mi kondycja. Ostatni raz ćwiczyłam tak regularnie... nie pamiętam kiedy. Może dwa lata temu? Teraz nie mogę się doczekać treningu. Cudownie jest porządnie się zmęczyć. Dziś króciutko, naprawdę padam na twarz. Do jutra :*

Bilans:
7.00 kawa z mlekiem (50) daktyle (50)
14.30 jabłko (70)
16.30 tortilla razowa (150) guacamole (50) sałata grecka (100) brokuł (30)
Suma: 500 kalorii

niedziela, 10 marca 2019

Rozdział 19 - Cierpliwą bądź

Wciąż uczę się cierpliwości. Moje ciało niezwykle mi w tym pomaga. Nic nie dzieje się tak szybko jakbym sobie tego życzyła. Staję rano na wagę, pełna optymizmu, wiary i nadziei a tu 63.1 kg. Przypomnę, tydzień temu było 63,5 kg. -0,4 w tydzień. Imponujące. Obwody? Wszystko stoi. Cudownie. Jestem kwiatem lotosu. Jestem jak spokojna woda. W ogóle się kurna nie zdenerwowałam. A gdyby ktoś pytał jak utrzymać wagę / nie chudnąć, to polecam wzmożoną aktywność fizyczną i jeść poniżej 1000 kalorii. U mnie działa perfekcyjnie. No już, dobrze, już się nie użalam. Jest przecież dobrze. Za tydzień będzie lepiej. Nie chce mi się jeść, mam ochotę ćwiczyć, właściwie nie czuję że jestem na "diecie". Jest dobrze. Kto powiedział, że będzie lekko? Siła rośnie tam gdzie są przeszkody... Bądźmy silne. Trzymajmy się chudo. Dobrego tygodnia :*

Bilans:
8.00 daktyle (100)
11.00 szklanka kefiru z malinami (150)
12.30 kromka chleba z pieczarkami (100)
15.30 ziemniak, pieczarki, buraczki (150)
2x kawa z mlekiem (100)
Suma: 600 kalorii