Dzień dobry moje piękne!
Jestem. Wróciłam. "Niedługo" okazało się trwać 3 miesiące... Przynoszę dobre wieści. Moja mama jest najsilniejszą babką jaką znam - wszystko jak na razie układa się dobrze. 🙏 Cała ta sytuacja ustawiła mnie do pionu, przypomniała co w życiu naprawdę się liczy. Odzyskałam siły mentalne na tyle, by wrócić do odchudzania. Jeśli chodzi o obecną sytuację - nie ma tragedii. Dziś rano waga pokazała 61,3 kg. To o 3 kilko więcej niż ważyłam na koniec marca, ale to moja waga "naturalna", punk wyjścia gdy nie jestem na redukcji. Cieszę się, że to co zrobiłam w marcu nie poszło całkiem na marne, że nie wróciłam do 65 kilo. Planuję by lipiec stał się powtórką marca czyli 31 dni bez zawalenia. Mam fajną motywację bo wybieram się na Pol'and'Rock (1-3 sierpnia). I powiem wam, że chcę wyglądać naprawdę dobrze. ;) Bardzo się za wami stęskniłam kochane, aż zżera mnie ciekawość jak sobie radzicie. Przez czas nieobecności nie zaglądałam na wasze blogi. Nie wiem czy ktoś mnie jeszcze pamięta i wciąż tu zagląda, mam nadzieję że tak. Jeśli nie ma was na mojej liście czytanych, zostawcie link w komentarzu, na pewno odwiedzę. Od teraz znowu widzimy się codziennie - oczywiście o ile będzie to możliwe. A więc do jutra słoneczka. 😚
niedziela, 30 czerwca 2019
sobota, 6 kwietnia 2019
Rozdział 35 - Pozdrawiam z samego dna.
Zawaliłam kochane. Na całej linii. Poleciałam po bandzie przez te wszystkie dni gdy mnie nie było. Wróciła stara znajoma bulimia. Dziś rano waga pokazała równe 61 kilo. Klasyka gatunku. Wiecie co jest najgorsze? Że nawet mnie to nie obchodzi. Okazuje się, że są gorsze zmartwienia niż to, że jestem grubą świnią... Moja motywacja spadła do poziomu -1. To co się stało, to chyba rodzaj odreagowania, bo z dnia na dzień spadł na mnie ogromny ciężar. A niestety mam tak, że stresy zajadam. Nie chcę się tłumaczyć, usprawiedliwiać czy wzbudzać litości. Chcę to z siebie wyrzucić, choć tu pewnie nie powinnam...
Mojej mamie ponownie zdiagnozowali raka. Już kiedyś miała wycinanego guza, teraz pojawił się na kolejnym narządzie... Powinnam być teraz dla niej podporą, opiekunem, przewodnikiem, tymczasem nie potrafię nawet zorganizować jej wizyty u specjalisty... Czuję się jak dziecko. Czuję jak wyparowuje ze mnie energia. Przy niej staram się być silna, staram się ogarniać wszystko i myśleć za wszystkich, ale to nie jest proste. Nie chcę wyobrażać sobie jak będzie wyglądać przyszłość. Zabawne, jak z dnia na dzień potrafią zmienić się priorytety, jak życie weryfikuje nasze plany... Jeszcze tydzień temu szukałam kawalerek do wynajęcia bo zamierzałam w tym roku wreszcie w pełni się usamodzielnić. Dziś wiem, że to nie wchodzi w grę. Będę musiała być przy mamie, leczenie będzie kosztowne, więc trzeba maksymalnie ciąć koszty a takie mieszkanie w pojedynkę to kolosalny wydatek. Poza tym muszę jak najszybciej zmienić auto na coś co jeździ, bo mój obecny samochód wciąż się psuje i nie nadaje się na długie dystanse - a te, z pewnością nas czekają... Muszę nabrać sił. Muszę ochłonąć. Poukładać to sobie w głowie. No i chyba najwyższy czas tak naprawdę dorosnąć... Przepraszam, że piszę tu o takiej prywacie, ale teraz mi lżej. Nie mam komu się wyżalić tak otwarcie... Mam nadzieję, że niedługo wrócę... Trzymajcie się.
Mojej mamie ponownie zdiagnozowali raka. Już kiedyś miała wycinanego guza, teraz pojawił się na kolejnym narządzie... Powinnam być teraz dla niej podporą, opiekunem, przewodnikiem, tymczasem nie potrafię nawet zorganizować jej wizyty u specjalisty... Czuję się jak dziecko. Czuję jak wyparowuje ze mnie energia. Przy niej staram się być silna, staram się ogarniać wszystko i myśleć za wszystkich, ale to nie jest proste. Nie chcę wyobrażać sobie jak będzie wyglądać przyszłość. Zabawne, jak z dnia na dzień potrafią zmienić się priorytety, jak życie weryfikuje nasze plany... Jeszcze tydzień temu szukałam kawalerek do wynajęcia bo zamierzałam w tym roku wreszcie w pełni się usamodzielnić. Dziś wiem, że to nie wchodzi w grę. Będę musiała być przy mamie, leczenie będzie kosztowne, więc trzeba maksymalnie ciąć koszty a takie mieszkanie w pojedynkę to kolosalny wydatek. Poza tym muszę jak najszybciej zmienić auto na coś co jeździ, bo mój obecny samochód wciąż się psuje i nie nadaje się na długie dystanse - a te, z pewnością nas czekają... Muszę nabrać sił. Muszę ochłonąć. Poukładać to sobie w głowie. No i chyba najwyższy czas tak naprawdę dorosnąć... Przepraszam, że piszę tu o takiej prywacie, ale teraz mi lżej. Nie mam komu się wyżalić tak otwarcie... Mam nadzieję, że niedługo wrócę... Trzymajcie się.
wtorek, 2 kwietnia 2019
Rozdział 34 - Gdy odzywa się kobieca chęć rywalizacji
Po raz enty stwierdzam, że daleko mi do normalności. Gdy jestem w pracy czekam aż koleżanka z za biurka wyciągnie kanapkę, czekam tylko po to, by poczuć chorą satysfakcję, że ona je kolejny posiłek a ja nie przełknęłam jeszcze nic. Liczę w myślach ile już zjadła kalorii, ile ma cukru we krwi, ile musiałaby biegać żeby to spalić... Jednocześnie cieszę się, że mój bilans wciąż jeszcze się nie otworzył. Naprawdę moje współpracowniczki bardzo mnie motywują. To takie chodzące anty wzory. Typowe baby z biura, które wciąż coś podżerają. Nawet nie macie pojęcia jakie dania można przygotować w czasie przerwy, w kuchni wyposażonej jedynie w mikrofalę. Ich inwencja i brak skrupułów nie znają granic. A że potem cały dzień śmierdzi w banku gołąbkami, gulaszem, śledziami czy tam parówkami - kto by się przejmował. Po pracy rzekomo biegają, jeżdżą na rowerach, pozakładały sobie nawet grupowo endomondo żeby się dopingować. A ja siedzę sobie spokojnie, ze słuchawkami w uszach i sama ze sobą przybijam piątkę. Jak pytały mnie czy nie chciałabym do nich dołączyć to tylko stwierdziłam, że pewnie padłabym krzyżem po przebiegnięciu kilometra, sport to nie dla mnie, nie lubię się pocić.. 😜 Gdzie się nauczyłam tak kłamać? Naprawdę nie mogę się powstrzymać i z chęcią dam im pstryczka w nos pokazując jak się chudnie. Z przytupem. Nie mówiąc o tym ani słowa. Niepostrzeżenie.
Wczoraj napchałam się do limitu, do tego nie ćwiczyłam. Dziś statystyka wyrównana, malutki bilans + trening 1,4h. Jutro powinnam dostać okres. 😩 Niech już przyjdzie i niech się skończy, chcę znowu zacząć chudnąć a w czasie miesiączki mogę co najwyżej nie tyć...
Wczoraj napchałam się do limitu, do tego nie ćwiczyłam. Dziś statystyka wyrównana, malutki bilans + trening 1,4h. Jutro powinnam dostać okres. 😩 Niech już przyjdzie i niech się skończy, chcę znowu zacząć chudnąć a w czasie miesiączki mogę co najwyżej nie tyć...
Bilans 01.04.19
7.00 kawa z mlekiem (50)
15.30 makaron orkiszowy z żółtym serem (350)
18.00 suszone figi i migdały (200)
Suma: 600 kalorii
Bilans 02.04.19
15.30 pół kromki chleba żytniego ze szpinakiem i oscypkiem (200)
Suma: 200 kalorii
niedziela, 31 marca 2019
Rozdział 33 - Podsumowanie marca + kwietniowe plany
Wczoraj mój blog (tak jak i kilka waszych) ponownie został usunięty. Całe szczęście, że coś mnie podkusiło aby zrobić kopię zapasową więc w sumie nic nie straciłam. Teraz będę ją robić CODZIENNIE! Swoją drogą, czuję się jakbym żyła za komuny... Jest coś takiego jak wolność słowa czy nie? Czy ja tu kogoś obrażam, ranię, nawołuję do nienawiści albo samobójstwa? To pamiętnik do jasnej cholery! Publiczny ale jednak pamiętnik. Gdybym zmagała się z depresją i pisała o tym jak mi źle i ciężko, blog również zostałby usunięty bo oddziałuje na innych negatywnie? Widać ktoś tu ma ostry ból dupy o realia życia, bo nie zawsze jest normalnie i różowo... Przy tym proszę, żebyście zostawiły w komentarzach linki do swoich blogów. Moja lista niestety się nie zachowała. :(
Dość o tym. Podsumowanie marca prezentuje się następująco:
Dość o tym. Podsumowanie marca prezentuje się następująco:
- schudłam z 63,5 do 58,3 czyli -5,2 kg (a od startu bloga równe 7 kg)
- wymiary: biust -6cm / ramię -2cm / talia -6cm / brzuch -6cm / biodra -6cm / udo -3cm
- wszystkie 31 dni zaliczone (poniżej 800 kalorii)
- wszystkie 4 tygodnie zaliczone pod względem ćwiczeń (tylko 8 dni bez aktywności)
- tygodniowe spożycie kalorii:
1 tydzień 4460 kcal / 2 tydzień 2600 kcal / 3 tydzień 1850 kcal / 4 tydzień 2720 kcal
Ogólnie rzecz ujmując jestem z siebie absolutnie dumna. Myślę, że nie mogło być lepiej. Jeśli interesują was szczegóły to wszystko jest w "marcowym wyzwaniu". Dodałam też kolejną zakładkę "kwiecień 55". 55 bo to mój pierwszy podstawowy cel - ważyć 55 kilo i zamierzam osiągnąć to w nadchodzącym miesiącu. Wiem że się uda, to absolutnie realne i racjonalne. Wystarcz że zrzucę 3,3 kilo. Zrobię to z palcem w... nosie. Zaostrzam trochę zasady. Limit kalorii na dzień to 600, na tydzień - 3000. W dalszym ciągu treningi minimum 4x w tygodniu ale mają trwać co najmniej godzinę. Już nie mogę się doczekać 30 kwietnia żeby ocenić wyniki... Życzę wam wszystkim kochane najlepszego kwietnia ever. 😘
Bilans:
10.00 sałata (150) 3 wafle ryżowe (100)
18.00 sałata (150) ziemniak (50)
19.00 truskawki z jogurtem naturalnym, miodem, czekoladą (200)
19.00 truskawki z jogurtem naturalnym, miodem, czekoladą (200)
Suma: 650 kalorii
sobota, 30 marca 2019
Rozdział 32 - Sinusoida
To koniec etapu ekstazy. Na chwilę obecną nie mogę na siebie patrzeć. Na całym ciele widzę tłuszcz. Wyłączne zwały tłuszczu. Kilka dni temu pisałam coś o płaskim brzuchu. Musiałam być naćpana. Chce mi się płakać gdy pomyślę, ile jeszcze muszę znieść by wyglądać jak człowiek... Nie chcę się jutro ważyć. Po prostu nie chcę, choć muszę, bo przecież to podsumowanie miesiąca. Czuję, że zatrzymała mi się woda w organizmie. Jestem cała opuchnięta, to pewnie przez zbliżający się okres, stąd też załamanie nastroju... Przegrane, że wypada to akurat na koniec marca, kiedy mam się zmierzyć, zważyć i określić miesięczne efekty "diety". Wiem, że juto będę załamana przez to co zobaczę i nie pomogą nawet dwie godziny dzisiejszych ćwiczeń ani fakt, że nic nie zjadłam. Mam dość. Oczywiście nie odpuszczam, ale mam dość tu i teraz, za tydzień, po okresie znowu będę unosić się nad ziemią. Czasem nienawidzę być kobietą.
.Bilans 29.03.19
10.00 rosół wegański (150)
21.00 garstka mieszanki studenckiej (200)
Suma: 350 kalorii
Bilans 30.03.19
14.00 kawa z mlekiem (50)
18.00 piwo jasne (250)
18.00 piwo jasne (250)
Suma: 300 kalorii
czwartek, 28 marca 2019
Rozdział 31 - Nie byłam dziś grzeczna
Cały dzień chodziłam z mega ssaniem i potworną chęcią na wszelakie żarcie. Choć kalorycznie i ilościowo nie zaszalałam, to czuję się jakbym miała napad. Jedzenie o 21 i jeszcze ta czekolada... Nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam słodycze... To cud, że nie wchłonęłam całej tabliczki. Cud. Do tego sytuację pogarsza fakt, że dziś nie ćwiczyłam. Co gorsze jutro prawdopodobnie też nie będę, bo zostaję w pracy do późna i wrócę padnięta... Nie jest dobrze. Ale będzie lepiej. Była zbrodnia - będzie kara.
Bilans 28.03.19
15.30 makaron orkiszowy z pesto (200)
21.00 maca z twarogiem i miodem (150)
+ 2 paski czekolady z orzechami (200)
Suma: 550 kalorii
Bilans 27.03.19
15.30 zupa brokułowa (150) surówka (150)
Suma: 300 kalorii
Bilans 28.03.19
15.30 makaron orkiszowy z pesto (200)
21.00 maca z twarogiem i miodem (150)
+ 2 paski czekolady z orzechami (200)
Suma: 550 kalorii
wtorek, 26 marca 2019
Rozdział 30 - Zapamiętać ten schemat, wykonać, zapętlić.
Jeden skromny posiłek. Ma być lekki i zdrowy. Wszystko nałożone na talerz. Z garnków i słoików się nie je. Żadnego podjadania. Jedzenie pod kontrolą. Przeżuwam powoli, bez pośpiechu, z celebracją. Kończę wciąż głodna, z niedosytem. Ta porcja to przydział na cały dzień. Widzę ile tego jest. Bilans będzie uczciwy. Czuję się z tym dobrze. Bez wyrzutów i bólu żołądka. Głód jest lepszy od przejedzenia. Jutro podziękuje sobie za to, że dzisiaj byłam silna.
Bilans 26.03.19
15.30 zupa brokułowa (150)
Suma: 150 kalorii
Bilans 25.03.19
16.00 marchew gotowana na gęsto (150) twaróg z jajkiem i szczypiorkiem (150)
18.00 dwie kromki chleba z ziarnami (120)
Suma: 420 kalorii
Bilans 26.03.19
15.30 zupa brokułowa (150)
Suma: 150 kalorii
Subskrybuj:
Posty (Atom)











