sobota, 2 marca 2019

Rozdział 14 - Starcie świata gorszych i lepszych

Dziś chcę się z wami podzielić jedną z moich największych traum. Z góry przepraszam, ale będzie mi lżej, gdy to z siebie wyrzucę, nigdy nikomu o tym nie mówiłam, może macie podobne doświadczenia? Mam kuzynkę, dwa lata starszą, która jest chodzącym ideałem. Typ dziewczyny doskonałej. Jakąkolwiek pozytywną cechę sobie wymyślicie, ona będzie ją mieć. Jest absolutnie piękna, mogłaby być modelką. Inteligentna, dobra, pracowita, oczytana, ma wiele pasji, uwielbia sport, kocha zwierzęta, podróżuje. Niezwykle otwarta na ludzi, bardzo pozytywna, aż bije od niej dobra energia. Działa jak magnes. Gdziekolwiek się pojawi zaraz podbija do niej jakiś fajny facet. Znamy się od dzieciaka, zawsze miałyśmy świetny kontakt. Myślę, że mogę nazwać ją przyjaciółką, choć nasza znajomość jest specyficzna, bo widujemy się maksymalnie kilka razy w roku, nie dzwonimy do siebie, nie piszemy, ale gdy już się spotkamy to jest tak, jakbyśmy widziały się wczoraj. Gdzie tu trauma? Od zawsze mimowolnie się do niej porównuję. W każdej płaszczyźnie wypadam gorzej. Ona jest piękna po prostu, nawet zaraz po przebudzeniu z rozczochranymi włosami, nie umalowana. Ja mogę zrobić się na tip top a i tak jej nie dorównam. Moja mama traktuje ją jako bóstwo. Za każdym razem gdy się widzimy, podkreśla jak to nie może się na nią napatrzeć, robi jej nawet zdjęcia. Mówi: "jaka ty jesteś piękna" - komplement najbardziej pusty lecz i najwięcej pożądany przez każdą kobietę... Bardzo tą moją kuzynkę kocham i cenię, uwielbiam spędzać z nią czas - ale tylko gdy jesteśmy same. Miałam już kilka przykrych sytuacji, gdy byłyśmy w towarzystwie i nagle okazywało się, że jestem całkiem przezroczysta (zwłaszcza jeśli było to grono męskie). Czułam się okropnie. Zbędny, niepasujący element psujący wrażenia estetyczne. Chcę zaznaczyć, że wyglądam normalnie, nie jestem piękna, mam nadzieję, że też nie brzydka... Uważam, że mam dobry styl, dbam o to by zawsze mięć fajny makijaż, fryzurę, paznokcie. Ale w jej towarzystwie wypadam gorzej niż przeciętnie. Kiedy mamy znowu się spotkać z jednej strony cieszę się, z drugiej wcale tego nie chcę. Nie chcę kolejnej bolesnej konfrontacji, która uświadomi mi jak beznadziejna jestem. Zwyczajnie jej zazdroszczę. Gdybym mogła zamienić się z nią na życia, nie wahałabym się nawet sekundy. Dobra strona jest taka, że mam motywację by do naszego kolejnego spotkania wyglądać jak najszczuplej, by jak najmniej od niej odstawać... Jak to jest, że jeden dostaje wszystko a drugi rodzi się z niczym? Jaka jest zasługa pięknych w ich dobrych genach? Pomijam kwestię charakteru bo na to mamy już wpływ, choć duże znaczenie ma dzieciństwo. Faktem jest, że pięknym żyje się lepiej. Jestem już na tyle duża, że powinnam się z tym pogodzić, tylko jakoś ciężko mi to idzie...

Bilans:
8.00 kawa z mlekiem (50)
9.00 tortilla z guacamole(200)
15.30 ryż brązowy, sałata, jajko sadzone (300)
17.00 tortilla z sałatą (150)
Suma: 700 kalorii

P.S. Właśnie przeczytałam cały wpis na spokojnie i dotarło do mnie jak bardzo jest to żenujące. Mam ochotę go usunąć, ale niech tu jest - dowód tego, jaka naprawdę jestem.

piątek, 1 marca 2019

Rozdział 13 - Chcesz przełomu? Zdecyduj się na niego!

Chciałabym wrócić do postów niezwiązanych bezpośrednio z odchudzaniem (choć nie wiem, czy takowe was satysfakcjonują) ale to nie ten czas. Teraz jest moment, w którym muszę całą uwagę wysłać w jeden punkt. Mamy pierwszy marca. Chcę by przez ten miesiąc stało się wszystko. To będzie 31 dni bez zawalenia. 31 dni, w których dam z siebie 100%. Nie odpuszczę choćbym miała skonać. W niedzielę zważę się i zmierzę, za cztery tygodnie zrobię to samo i zobaczymy ile można wygrać w miesiąc. Nie będę ukrywać, że jakoś przestało mi zależeć na tym, żeby schudnąć zdrowo. Chcę schudnąć. Nie interesuje mnie jak. Trochę mnie to martwi, bo już to skądś znam... Stop. Odcinam się od przeszłości. Mogę być kim chcę, kiedy chcę, jedynym ograniczeniem jest umysł. Od dziś jestem silna. Wytrzymała. Zdeterminowana. A na koniec będę szczęśliwa, dumna i piękna. Mogę. Chcę. To tyle, tylko tyle trzeba by działy się cuda. Na tą okazję dodałam stronę - "projekt marzec". Tam będę codziennie dodawać ilość spożytych kalorii (limit to 800) oraz zaznaczę czy ćwiczyłam (minimum 4x w tygodniu). W każdą niedzielę odnotuję wagę i wymiary. Cóż, musi się udać. Jestem pewna, że z wami dam radę❣
Bilans:
7.00 kawa z mlekiem (50)
11.00 jabłko (70)
16.30 kasza jęczmienna ze szpinakiem i buraczkami (200)
17.30 tortilla z guacamole (300)
Suma: 620 kalorii

czwartek, 28 lutego 2019

Rozdział 12 - Kryzys przez duże K

Źle mi. Czuję, że przybrałam. Chce mi się jeść. Wszystko. Bardzo. Dużo. Nie jem. Popłakałabym ale mi się nie chce. Mam wrażenie, że jestem w punkcie wyjścia. Czym sobie na to zasłużyłam? Jem zdrowo do 1000 kalorii, ćwiczę. Równocześnie tyję, puchnę i mam dość. Jutro wrócę. Może słabsza, może silniejsza. Może bardziej martwa a może trochę więcej żywa..

Bilans:
6.30 kawa z mlekiem (50)
10.00 wafle kukurydziane (100)
15.30 buraczki, puree z ziemniaków, pieczarki (150)
Suma: 300 kalorii

środa, 27 lutego 2019

Rozdział 11 - Sprawa wagi ciężkiej

Och moje Kruszynki... chyba zaczyna mi odbijać. Jak uważacie, co ile powinno się ważyć? Zapewne powiecie, że raz w tygodniu. Prawda. Co ile ja się ważę? Co kilka godzin. Rano na czczo, po śniadaniu, gdy wracam z pracy, po obiado-kolacji, po ćwiczeniach (tak, ćwiczę już codziennie) i przed snem. Obłęd. Paranoja. Jeśli ważę mniej, jestem cała w skowronkach. Jeśli więcej, czuję ogromną presję i frustrację. Jak gdyby to waga była najważniejsza... Swoją drogą to przyniosło mi ciekawą obserwację. Wiecie kiedy się chudnie? Nocą. Kładę się spać i po kilku godzinach część mnie wyparowuje. Zaskakujące... Nieważne. Obiecuję, że nie stanę na wagę do... niedzieli rana. Czuję, że jeśli nie przestanę ważyć się tak obsesyjnie, to naprawdę zaraz zwariuję. Tak więc ustalam dzień ważenia. Niedziela dzień święty - będzie od dzisiaj dniem sądu, bynajmniej ostatecznego. Bo waga to nie sprawa życia i śmierci. A przynajmniej chcę w to wierzyć. I wcale mnie nie obchodzi ile w tej chwili ważę. Liar!


Bilans:
8.00 dwie kromki chleba razowo-żytniego, cheddar, masło kozie, zielony ogórek (300)
12.30 soczewica z groszkiem i marchewką (200)
15.30 kasza jęczmienna, pieczarki, buraczki (200)
18.30 1/2 bułeczki razowej z masłem i ogórkiem (100)
Suma: 800 kalorii

wtorek, 26 lutego 2019

Rozdział 10 - Jaki smak ma twoje życie?

Gorzka, świeżo zmielona kawa o poranku.
Wytrawne wino w piątkowy wieczór.
Świerzy smak wody z cytryną, lodem i miętą po ćwiczeniach.
Ostrość imbiru.
Korzenny posmak herbaty z cynamonem i goździkiem gdy wracam zmarznięta do domu.
Słodycz jabłek pieczonych z miodem jesienią.
Słodko-kwaśne czarne porzeczki zrywane w pełni lata.
Subtelny smak awokado rozsmarowanego na grzance.
Orientalny smak trawy cytrynowej, kurkumy, kardamonu i kolendry.
Lecz najcudowniejszym ze wszystkich jest smak chudnięcia. Satysfakcja jest wtedy słodsza niż najsłodszy miód. Natomiast gorycz przegranej nie tylko ciężko przełknąć, odnoszę wrażenie, że jest ona wręcz trująca... Życzę zatem wam i sobie by tego ostatniego smaku próbować jak najmniej, a już na pewno by nie okazał się on smakiem życia. . .

Waga: 63,6 (+/-0)
Bilans:
11.00 małe jabłko (70)
13.00 soczewica z groszkiem i marchewką (300)
16.00 ryż biały ze szpinakiem, jajkiem, żółtym serem, masłem (300)
Suma: 670 kalorii


poniedziałek, 25 lutego 2019

Rozdział 9 - Kobieto, puchu marny...

Chcę podzielić się z wami moimi przemyśleniami, które nie jestem pewna czy się wam spodobają, bo chyba 100% osób tu zaglądających to kobiety. Otóż dostrzegam w nas (uogólniając oczywiście) straszną infantylność. Uważam, że ruch feministyczny to... Nie, nie powiem tego. Według mnie kobiety prawie we wszystkim są gorsze od facetów. Może mamy lepszą intuicję i strukturę emocjonalną, lepiej potrafimy "rozszyfrowywać" ludzi, czytamy między wierszami - ale na tym koniec. Kobieta to wyjątkowo podłe stworzenie. Pracuję z samymi babkami i naprawdę ciężko to wytrzymać. Te wszystkie intrygi, fałsz i dwulicowość, plotkowanie, ocenianie na każdym kroku, robienie dramatów o nic, irracjonalność, wahania nastrojów, chęć utopienia w łyżce wody lepszych od siebie - to po prostu żenada. Albo skupianie się tak ekstremalnie na wyglądzie, powiedzcie który facet byłby wstanie wydać grubą kasę za jakąś błyskotkę albo głodziłby się żeby schudnąć? No dobra, wiadomo że i tacy się zdarzają, ale to raczej rzadkość. Mężczyźni oczywiście nie są idealni i wszystko co zarzucam płci pięknej można spotkać też u nich, lecz na pewno nie tak spotęgowane. Mimo to, gdybym miała możliwość wyboru: urodzić się mężczyzną czy kobietą, bez wahania pozostałabym kobietą. Bo jest w nas pewna niezwykła moc, którą możemy mieć nad mężczyznami a oni nad nami niekoniecznie. Nie bez przyczyny mówi się, że za każdym wielkim mężczyzną stoi silna kobieta. Możemy być muzą, natchnieniem, inspiracją a to coś niezwykłego. W swojej delikatniej i kruchej naturze jesteśmy czymś, dla czego faceci potrafią wszczynać wojny a to choć głupie - to strasznie romantyczne. 😜

Waga: 63,6 (+0,4) to w końcu musiało się stać
Bilans:
8.00 jajko na miękko, 6 orzechów macadamia (200)
15.00 bułeczka razowo/żytnia z nasionami, ogórek kiszony, masło kozie (220)
+ kawa z mlekiem i dżem śliwkowy (100)
Suma: 520 kalorii

niedziela, 24 lutego 2019

Rozdział 8 - Kiedy zaczyna się starość?

Od mniej więcej roku zaczęłam bardzo odczuwać upływ czasu i mimo młodego wieku czuję się podejrzanie staro. Wiem, ktoś kto ma 40 - 50 lat pewnie tarzałby się po ziemi czytając te zdanie, napisane przez dwudziestolatkę. Tylko kto powiedział, że o starości decyduje wiek? Moi rodzice twierdzą, że nigdy nie byłam dzieckiem. Na tle starszego o 7 lat brata zawsze wypadałam jakoś dojrzalej, poważniej, bardziej odpowiedzialnie, zresztą do tej pory chyba tak jest... Gdy złapałam się na moim mentalnym dziadzieniu okropnie się przestraszyłam. Bo według mnie
Starość jest wtedy, gdy ulubionym zajęciem staje się drzemka
Starość jest wtedy, gdy zapuszczasz korzenie w domu i coraz mniej chcesz wychodzić gdziekolwiek.
Starość jest wtedy, gdy we wszystkim zaczynasz dostrzegać potencjalne zagrożenia.
Starość jest wtedy, gdy chęci na robienie czegokolwiek odchodzą jeszcze szybciej niż przyszły.
Starość jest wtedy, gdy decydujesz się już tylko na zachowawcze, bezpieczne rozwiązania.
Lecz tak naprawdę starość przychodzi wtedy, kiedy umiera w tobie dziecko. To wciąż zadziwione lecz ufne dziecko, które kocha życie i świat. Które chce wiedzieć wszystko, wszystkiego spróbować. Które nie myśli o tym jak oceniają je inni, w ogóle nie myśli o sobie, obserwuje, czuje, jest. Żyje całą siłą życia, jest przepełnione fantazją. Myśli w sposób nie obarczony stereotypami. Jest szczere, nie wie czy coś wypada, czy nie. Dostrzega piękno najmniejszych rzeczy i doskonale wie co jest dobre a co złe, choć nikt go tego nie uczył. W miarę dorastania system sprawnie sterylizuje te wszystkie piękne cechy by uczynić z nas szarą siłę roboczą, łatwe do sterowania społeczeństwo żywych trupów. Żyjące w fikcji, zadowolone tym co mierne, nie patrzące w niebo tylko tępo wgapione w ekrany... Do głębi przerażona zastanawiam się, czy moje dziecko uda mi się jeszcze z martwych wzbudzić. . .

Waga:63,2 (-0,9) 😁
Bilans:
8.00 podpłomyki z mąki orkiszowej (100)
11.00 kasza jaglana z twarogiem, jabłkiem, rodzynkami, orzechami, miodem, sezamem (400)
16.30 ryż brązowy z pomidorami (200)
+ kawa z mlekiem (50)
Suma:750 kalorii